Dlaczego nie lubię doradzania?
Doradzanie to taka formuła kontaktu z drugim człowiekiem, w której jedna osoba mówi drugiej, co dobrze, żeby ta zrobiła.
W związku z tym trzeba powiedzieć, że osoba, która doradza otwierając buzię uznaje, że wie lepiej co powinien/ warto żeby itd. ktoś zrobił, niż ten, do którego mówi.
Zwykle uzasadnieniem dla doradzania jest dla doradcy jego doświadczenie: przeżył coś, dużo to WIE…. Tak jak rodzic przeżył więcej, niż jego dziecko, jak staż pracy menedżera jest często dłuższy, niż jego podwładnego, jak ktoś z trójką dzieci ma więcej doświadczeń rodzicielskich niż osoba bezdzietna, jak rozwiedziony na pewne doświadczenia, których nie ma osoba, która się nie rozwodziła, jak bezrobotny ma pewne doświadczenia, których nie ma osoba, która zawsze miała pracę.
Pozostaje jednak pytanie, czy doświadczenie jest wystarczającym uzasadnieniem dla doradzania.
Moim zdaniem nie.
Powody widzę główne DWA. Pierwszy dotyczy tzw. KONTEKSTU SYTUACYJNEGO, zaraz wyjaśnię, a drugi KONTEKSTU OSOBOWEGO.
KONTEKST SYTUACYJNY. Cóż to takiego. To wszystkie czynniki zewnętrzne, wszystko to, co towarzyszy każdemu z nas w danej sytuacji co ma jakikolwiek wpływ na tę sytuację. Czy będąc matką dwójki dzieci, na moją sytuację ma wpływ to, czy mam męża czy nie? Czy mam rodziców sprawnych fizycznie w okolicy czy nie? Czy zarabiam dużo czy mało? Czy mam pracę do 16:00 czy do 20:00? Czy mam kredyt czy nie? Czy mam oszczędności czy nie? Czy mieszkam w mieście czy poza miastem? To jest kontekst sytuacyjny, a oczywiście dałam tylko kilka jego przykładów. Ponieważ ten kontekst w przypadku każdego z nas jest dużo dużo bogatszy i bardziej złożony. I on jest! Zawsze jakiś jest! Możemy go nie dostrzegać, nie doceniać albo nie widzieć ograniczeń z niego wynikających ale on jest….
I ten kontekst, osoba odpowiedzialna, bierze pod uwagę przy podejmowaniu decyzji w swoim życiu. Tylko teoretycznie, z wiekiem widzimy go wyraźniej i bardziej uwzględniamy podejmując decyzje.
Innymi słowy ten NASZ kontekst sytuacyjny, dobrze, żeby był uwzględniany przy podejmowaniu decyzji, decydowaniu o naszym życiu. Możemy sobie wyobrazić, że dobrze byłoby planując wakacje z rodziną wziąć pod uwagę, że mamy dzieci w wieku przedszkolnym więc może wakacje w muzeach nie są optymalnym rozwiązaniem, albo dobrze byłoby planując wakacje wziąć pod uwagę, że mamy dwa psy, nie mamy rodziny chętnej do zaopiekowania się nimi i nie mamy kasy na hotel dla psów. Jeśli nie uwzględnimy kontekstu zewnętrznego, który nam towarzyszy to może to być ryzykowne dla nas i może wiązać się z niepożądanymi konsekwencjami.
Ale kontekst sytuacyjny to nie wszystko, co ma związek z naszym decyzjami. Jest jeszcze KONTEKST OSOBOWY. To wszystkie nasze czynniki wewnętrzne, fizyczne i psychiczne. Nasze zdrowie, nasza kondycja, nasza osobowość, nasze priorytety, nasze wartości, nasz temperament, nasza emocjonalność, nasze umiejętności, nasza skłonność do podejmowania ryzyka, nasze lęki, nasze przekonania na temat siebie, świata, innych…
Dużo tego. Możemy tego nie dostrzegać, nie doceniać albo nie widzieć możliwości i ograniczeń wynikających z tego kontekstu osobowego, ale to jest…. i z całą pewnością istotne z punktu widzenia naszych decyzji.
Możemy sobie wyobrazić, że dobrze byłoby, planując wakacje, uwzględnić to, że mamy paniczny strach przed lataniem, planując wakacje w górach, że mamy problemy z chodzeniem. Możemy sobie wyobrazić, że podejmując decyzję o rozwodzie warto uwzględnić własny lęk przed samotnością, własny lęk o dzieci czy też ewentualność zajmowania się nimi w pojedynkę..
Oczywiście „uwzględnić” nie znaczy „zrezygnować z czegoś”. Uwzględnić znaczy raczej pochylić myślowo nad tymi czynnikami, które jawią nam się jako istotne z perspektywy jakiejś decyzji. Zobaczyć powiązania i ich siłę wpływu, zobaczyć możliwości, alternatywy itd.
No i właśnie, teraz to najważniejsze, z perspektywy dzisiejszego tematu:
I żeby było jasne: NIE MA DWÓCH LUDZI o IDENTYCZNYCH KONTEKSTACH. Bo każdy człowiek jest inny więc przy podejmowaniu decyzji potrzebuje uwzględnić tę inność. I każdemu z nas towarzyszy na pewno nie identyczny kontekst sytuacyjny.
Doradca ma inny i ten, któremu doradza, ma inny. I każdy kontekst jest powiązany w sieciach wzajemnych zależności. Więc to, czego my doświadczyliśmy, co się tak dobrze wpisało w naszą przyszłość, czym więc chcemy się podzielić, mogł służyć przy naszych czynnikach zewnętrznych i wewnętrznych. Ale to nie znaczy, że zadziała w kontekście tej osoby, której udzielamy rad. Bo przecież wystarczy inny poziom gotowości na zmiany, albo inny poziom lęku o cokolwiek, żeby dobry dla kogoś pomysł był ponad nasze psychiczne siły. Bo przecież wystarczy inna zasobność portfela, żeby pewne nasze pomysły, były dla kogoś nierealne same w sobie, albo wpływały na podwyższenie naszego poziomu lęku a przez to tendencję, do sabotowania pomysłu.
Myślę, że każdy z nas na co dzień spotyka ludzi, albo ma ich na stałe wokół siebie, którzy lepiej wiedzą co mamy zrobić, niż my sami. Ta łatwość w generowaniu rozwiązań zwykle wynika z braku znajomości naszych kontekstów a bez ich to doradzanie jest proste: chcesz zarabiać więcej otwórz własną firmę, chcesz poczuć się wolna wyjedź, masz dosyć zachowań męża - rozwiedź się, nie chcesz być sama - randkuj, chcesz mieć więcej klientów - pokazuj się w mediach społecznościowych itd…
Oczywiście mamy też doradców, do których sami się zwracamy po radę. Ci, którzy dobrze rozumieją swoją rolę, zanim otworzą buzię, żeby wypowiedzieć radę dla nas, starają się dobrze poznać kontekst w jakim funkcjonujemy. Na szczęście, bo jego znajomość jest niezbędna. Pozostaje jednak pytanie czy są w stanie poznać go wystarczająco dobrze, żeby ich rady były „w punkt”? Pewno nie, więc lepszym pytaniem byłoby: Kto lepiej zna ten nasz kontekst warty uwzględnienia w służbie naszych decyzji, niż doradca?
I tutaj jawi się metoda wspierania innych w osiąganiu przez nich więcej, w której nie ma miejsca na doradzanie a i tak na koniec człowiek osiąga swój cel czy też rozwiązuje swój problem. To coaching. Coach, który prowadzi ten proces, bazuje na znajomości kontaktu przez samego zainteresowanego (klienta swojego) i nie potrzebuje sam poznawać tego kontekstu. Coach działa tak, aby jego Klient sam wyraźnie zobaczył wszystkie te czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, które mu towarzyszą, sam zdecydował na ile mają one znaczenie z perspektywy jego życiowych decyzji, celów, pragnień, rozwiązań. Dzięki takiemu podejściu decyzje najlepsze decyzje DLA SIEBIE, przy pełnym uwzględnieniu tego co potrzebuje uwzględnić, żeby osiągnąć to co chce i w sposób dla niego najbardziej bezpieczny, komfortowy i pasujący mu.
A tak na koniec…. bo może warto, żeby świat skorzystał z naszego własnego doświadczenia, to myślę, że dzielenie się nim to coś innego, niż doradzanie. Mówienie o swoich doświadczeniach, jak coś zadziałało u nas, a jak nie, i przy jakich okolicznościach jest wiedzą, z której ktoś może skorzystać lub nie. Dzielenie się wiedzą naukową, o zależnościach między zjawiskami, zachowaniami, postawami a zachowaniami itd.. też może komuś posłużyć. Tyle że to wszystko nie jest WIEM lepiej co TY powinieneś zrobić.
dr Joanna Rajang